Dyrektor szpitala psychiatrycznego: Dowolności u nas nie ma, są procedury

0
Fot.kurier24.info

Rozmowa z Krzysztofem Sikorskim, dyrektorem Centrum Zdrowia Psychicznego w Słupsku

– To już prawie półmetek warsztatów, które organizujecie, by pomóc swojemu personelowi w radzeniu sobie z objawami wypalenia zawodowego. Jest aż tak źle, że potrzebna była taka pomoc?


Wypalenie zawodowe to jedna z głównych chorób cywilizacyjnych, dotykająca środowisko pielęgniarek i lekarzy. Dotyka to zresztą pracowników wielu zawodów, opierających się na kontakcie z drugim człowiekiem, w których trzeba jednocześnie dbać o jego satysfakcję i radzić sobie z jego, nieraz trudnymi, reakcjami. Nie inaczej jest i u nas, a może nawet trudniej, bo reakcje części naszych pacjentów bywają naprawdę skrajne. Dlatego też, by pomóc naszym pracownikom w tym pielęgniarkom, ratownikom i lekarzom wspólnie z Centrum Edukacyjnym Technik pozyskaliśmy fundusze na realizację warsztatów, w których m.in. dzięki pomocy psychologa, pomagamy im radzić sobie z wypaleniem zawodowym. Liczę, że dzięki temu uda mi się ustabilizować sytuację kadrową w szpitalu, bo osoby niezadowolone z pracy są bardziej skłonne do jej zmiany, a wolałbym tego uniknąć gdyż, zatrudniamy wysoko wykwalifikowany personel medyczny pielęgniarski i lekarski. Wiele zatrudnionych u nas pielęgniarek ma specjalizację z psychiatrii lub jest w jej trakcie. Nie ma drugiej takiej placówki na Pomorzu pod względem liczby szkolących się w tym zakresie.


Ale nie odpowiedział Pan na pytanie, czy jest aż tak źle, że personel potrzebuje takiego wsparcia.


– Działania te mają charakter profilaktyczny i są elementem nowoczesnego zarządzania personelem. Przykładamy do nich dużą uwagę, gdyż praca w szpitalu psychiatrycznym jest niezwykle trudna. Pod względem problemów, z jakimi trafiają do nas pacjenci, psychiatria to nie ortopedia czy okulistyka – przy całym szacunku dla tych dziedzin medycyny. Do nas trafiają pacjenci, którzy często w najlepszym przypadku sprawiają problemy swoim zachowaniem, a w skrajnych przypadkach są zagrożeniem dla bezpieczeństwa, a czasem nawet życia pacjentów i personelu.


– Takich skrajnych przypadków nie ma jednak zbyt wiele…


– Proszę mi wierzyć, że to nie są wcale odosobnione przypadki. Jedna z zaatakowanych przez pacjenta pielęgniarek niemal nie straciła oka, gdy pacjent rozerwał jej powiekę, inna ceramicznym ciężkim kubkiem też została trafiona w twarz, to też mogło skończyć się tragicznie. Takich przypadków jest więcej, pacjenci często swoje objawy chorobowe uzewnętrzniają poprzez agresję czy to fizyczną czy słowną. To nie są błahe wypadki. Personel, który ma do czynienia z najbardziej agresywnymi pacjentami, ciągle narażony jest na niebezpieczeństwo, a proszę pamiętać, iż trafiają do nas osoby w różnym stanie psychicznym, często pod wpływem alkoholu, narkotyków, dopalaczy. Lekarze, pielęgniarki, ratownicy, cały nasz personel robi wszystko, by zapewnić im bezpieczeństwo i jednocześnie udzielić pomocy. Mimo tych starań, rzadko się zdarza, by usłyszał dobre słowo od pacjenta. To bywa frustrujące i może prowadzić do wypalenia zawodowego.

– W tych skrajnych przypadkach możecie przecież zastosować pasy do obezwładnienia pacjenta czy inne środki przymusu bezpośredniego?

– Środki przymusu bezpośredniego m.in. unieruchomienie, czyli tak zwane pasy zabezpieczające są niezbędną procedurą medyczną, niezbędną aby pacjent w psychozie nie zrobił krzywdy sobie i innym. Czasami agresja pacjenta jest tak ogromna, że niezbędna jest pomoc funkcjonariuszy policji w obezwładnieniu. Stosowanie środków przymusu jest bardzo szczegółowo opisane w prawie i drobiazgowo przestrzegamy wszelkich procedur z tym związanych. Każdy przypadek jest ewidencjonowany. Zapewniona jest wielostopniowa kontrola – lekarza, pielęgniarek, lekarza kierującego oddziałem, dyrektora, rzecznika praw pacjenta oraz sądu, który weryfikuje zasadność każdej z takich decyzji. Sąd w trybie pilnym na rozprawie, która odbywa się w specjalnie przystosowanej w naszym budynku sali, zatwierdza także każdy przypadek hospitalizacji, do której doszło bez zgody pacjenta.
– Zanim sąd zweryfikuje każdy taki przypadek pewnie pacjent zdąży już opuścić szpital, poza tym personel zawsze może powiedzieć, iż nie miał innego wyjścia.

– Oczywiście odbiór takich działań przez pacjentów bywa różny, bo wielu naszych pacjentów nie ma poczucia choroby i w ogóle uważa swój pobyt w szpitalu psychiatrycznym za zbędny. Wielu jednak po poprawie swojego stanu psychicznego dostrzega, że tego typu interwencja była konieczna. Zapewniam, że wielostopniowa kontrola sprawia, iż procedura ta nie jest nadużywana. Rzecznik praw pacjenta, który nie jest pracownikiem naszego Centrum, przez trzy dni w tygodniu nadzoruje naszą pracę. Nigdy nie została zakwestionowana konieczność użycia pasów zabezpieczających.

– Bardzo łatwo zachwiać proporcje pomiędzy przymusowym leczeniem, a gwarancją wolności, nietykalności osobistej, prawem do prywatności…

– Nikogo nie możemy zatrzymać siłą, za każdym razem wymagana jest zgoda na leczenie pacjenta, jego opiekuna prawnego, a w przypadku, gdy ten nie może o sobie stanowić – decyzja sądu. Nasz personel doskonale zna prawa pacjentów i zawsze postępujemy ściśle zgodnie z przyjętymi procedurami, co wielokrotnie potwierdzały audyty prowadzone w naszej placówce. Na straży praw pacjenta stoi także rzecznik praw pacjenta, który co dwa dni odwiedza wszystkie oddziały naszego szpitala i rozmawia osobiście z wszystkimi pacjentami. Tak więc każdy ma możliwość zgłoszenia od razu swoich uwag, zresztą nie musi nawet czekać na wizytę rzecznika, gdyż w każdej sali w widocznym miejscu umieszczony jest numer komórkowy rzecznika praw pacjenta i w każdej chwili można się z nim skontaktować, nawet nie posiadając telefonu, gdyż pacjenci mogą także korzystać z telefonu w dyżurce pielęgniarek. O wszystkich uwagach pacjentów na bieżąco informowane jest kierownictwo oddziału, czyli ordynator i oddziałowa, więc możemy naprawdę szybko reagować. Co ważne, rzecznik praw pacjenta, poza tym, że ma swój pokój do pracy w naszym szpitalu, nie jest ze mną w żaden sposób związany. Nie miałem żadnego wpływu na to, kto to jest i nie ja mu płacę. To osoba delegowana przez Biuro Rzecznika Praw Pacjenta, co zapewnia jego pełną niezależność.

– Jednak nie zawsze komfortowe dla pacjentek jest to, że rewizję osobistą muszą przeprowadzić mężczyźni, czy też odwrotnie. Może dla obu stron byłoby wygodniejsze, gdyby robiły to osoby tej samej płci.

– My nie przeprowadzany rewizji osobistej pacjentów, musimy natomiast zabezpieczyć przedmioty niebezpieczne. Pacjenci zgłaszają się do izby przyjęć z różnymi przedmiotami, była już maczeta, noże, siekiery, młotki, a nawet pistolet. Nie wspominam już o narkotykach, lekach, czy żyletkach. Oczywiście jeśli jest taka możliwość to staramy się zapewnić maksymalną intymność wykonywanych czynności, nie zawsze to jest jednak możliwe, ale to też jest zgodne z procedurami. Na przykład na oddziale psychiatrycznym, stale przebywa kilkunastu pacjentów, wszystkimi trzeba się zająć, podać leki, przyjąć nowych pacjentów. Mimo iż zwiększyłem obsadę na nocnych dyżurach na tym oddziale, nie zawsze jest możliwe, by np. sprawdzenie, czy odprowadzenie do toalety przeprowadziła osoba tej samej płci. W szpitalu psychiatrycznym podobnie jak w szpitalach wielospecjalistycznych różne czynności medyczne, nawet intymne jak cewnikowanie, czy badanie piersi wykonują osoby różnej płci, bardzo często innej niż pacjent i to nie może budzić zdziwienia. Są też sytuacje, gdzie ze względów bezpieczeństwa czynności wykonują właśnie ratownicy medyczni. Proszę pamiętać, że jednym z powodów, dla których stosuje się pasy bezpieczeństwa jest agresja, więc jeśli pacjenta takiego trzeba oswobodzić i zaprowadzić do toalety, robi to właśnie ratownik, któremu łatwiej zapanować nad agresywnym, czy słaniającym się na nogach pacjentem bądź pacjentką. Nie raz już dochodziło do prób ciągnięcia w takich sytuacjach pielęgniarek za włosy, gryzienia, plucia, atakowania innych pacjentów, czy niszczenia wyposażenia.


A kwestia kontroli…

– Konieczność sprawdzenia, to przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa. Wystarczy przypomnieć sobie sytuację, która miała miejsce w tym roku w szpitalu w Kutnie, przywiązany do łóżka pacjent próbował w nocy zapalić papierosa i spłonął żywcem. Musimy też sprawdzić, czy nasi pacjenci nie mają ostrych narzędzi, które mogłyby służyć im do samookaleczenia, czy jako narzędzie zbrodni. To także kwestia narkotyków i dopalaczy. Jakiś czas temu u jednej z pacjentek, która trafiła do nas z powodu silnego uzależnienia od leków, znaleźliśmy silne leki psychotropowe, które podczas odwiedzin dostarczył jej członek rodziny. Ratownik znalazł je właśnie w trakcie takiego kontrolnego sprawdzenia po tej wizycie. Proszę sobie wyobrazić, co by się stało i jak brzmiały by tytuły gazet, gdyby pacjent przedawkował u nas te narkotyki lub zatruł się dużą dawką leków. Tak więc kontrole te są niezbędne.


– Wracając do warsztatów z wypalenia zawodowego, czy pracownicy są zadowoleni z takiej formy pomocy.

– Z informacji, które do mnie docierają wynika, że tak. Takie spotkania czy to w grupie, czy indywidualne z psychologiem to okazja do wyrzucenia z siebie emocji, przepracowania ich. Spojrzenia na swój zawód i swoją pracę z pewnego dystansu. Mam więc nadzieję, że za pół roku, gdy skończą się warsztaty, nikt nie powie, iż był to czas stracony. Nasz personel pielęgniarski pomoc psychologiczną ma zapewnioną nie tylko w ramach warsztatów przeciwdziałających wypaleniu zawodowemu. Z własnych środków finansujemy takie odbywające się raz na miesiąc konsultacje grupowe z zewnętrznym psychologiem, gdzie bez obecności swoich przełożonych, mogą omówić problemy z jakimi borykają się w codziennej pracy.

– Dziękuję za rozmowę.